Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obejrzane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obejrzane. Pokaż wszystkie posty

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

http://somuchgaems.blogspot.com/2016/11/fantastyczne-zwierzeta-i-jak-je-znalezc.html#
 Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć - tytuł jednej z pomniejszych książek napisanych przez J. K. Rowling podczas książkowego szału na młodego czarodzieja, który tak jak nazwa wskazuje dostarcza wiedzy na temat zwierząt ze świata magii. Ten sam tytuł nosi film który w tym miesiącu wszedł do kin opowiadający o przygodzie magizoologa  Newt'a Skamandera (pod tym "pseudonimem" Rowling wydała wyżej wspomnianą książkę) w Nowym Jorku około roku 1926. Bohater przyjeżdża w związku ze swoją pracą, przez którą też wplątuje się w niemały problem oscylujący wokół możliwej wojny między czarodziejami a zwykłymi ludźmi oraz jednego z bardziej niebezpiecznych czarodziejów (nie, nie tego bez nosa).
Zacznę od tego co mi się podobało, na pierwszy rzut idzie przedstawienie zachodniego świata magii, różnicę widać w samym Amerykańskim Ministerstwie Magii które nie mieści się pod ziemią do którego należy dostać się przez toaletę lecz w wieżowcu do którego wchodzi się jak najlepszego hotelu. Kolejną rzeczą która mi się spodobała w tym filmie to udział mniej magicznego bohatera, wprowadzającego nieco humoru w połączeniu z główną postacią, oraz same magiczne zwierzęta. Nie było ich zbyt dużo, jednak plusem jest zgodność z książkowym nazewnictwem oraz nieźle odwzorowane przeniesienie na ekran. Ostatni plus filmu przysługuje grze aktorskiej Edwarda Redmayne'a (znanego z roli Stephena Hawkinga) jako Newt'a, dość specyficzny wygląd aktora w połączeniu z nietuzinkowością głównego bohatera stworzył postać którą da się lubić.
Teraz niestety przyszedł czas na tą gorszą część. Pomimo tytułu filmu nie skupia się on na fantastycznych zwierzętach, choć zajmują dość dużą część czasu ekranowego. Filmowa fabuła również nie może zdecydować się na to co chce opowiadać - czy problemy czynione przez wychowanków Newta, wojnę czarodziejsko-ludzką, czy może "głównego" antagonistę który na początku filmu kreowany był na nowego-starego Voldemorta, a który był gorszy nawet od Malfoy'a. Również problemy tyczą się tego dla kogo ten film miałby być, niby jest przystępny dla dzieci jak pierwszy film o Potterze ale zawiera dość mroczne "dorosłe" wątki piątej i późniejszych odsłon, na lepsze wyszło by podzielenie fabuły na kolejne, zapowiedziane już filmy - mógłby mieć miejsce typowy tu podział trylogii (pierwszy pogodny, drugi w którym pojawia się zagrożenie oraz trzeci, mroczny będący kulminacją).
Co by nie mówić, pomimo wyżej wymienionych zarzutów Fantastyczne zwierzęta oglądało mi się dość dobrze, nic specjalnego a jednak przyjemnie było powrócić do świata czarodziejstwa. Nie jest to może magia na miarę Doktora Dziwnego lecz da się obejrzeć i wyciągnąć z tego przyjemność.

Legion Samobójców

Z Suicide Squad czy jak w Polsce są prezentowani - Legionem Samobójców miałem do czynienia tylko jako pojedynczymi postaciami lub w luźnej adaptacji (serialowy Arrow). Na film poszedłem z nudów, nie zawiodłem się ponieważ nie oczekiwałem nic niesamowitego. Rozumiem jednak zawód ludzi którzy spodziewali się (złych) Avengers'ów w wydaniu DC po tych wszystkich trailerach. Zaczynając jednak od początku, w mieście Midway miał miejsce zamach terrorystyczny, dość nietypowy. Na miejsce zostaje wysłany tytułowy Legion Samobójców, osób o szczególnych umiejętnościach wykorzystujących je w dość zły sposób, aby skrócić sobie wyrok wezmą udział w akcji i umrą próbując lub zginą od razu. W tle przewija się wątek Jokera, wspomnienia z Batman v Superman oraz zapowiedź Ligi Sprawiedliwości. Najciekawszą częścią filmu jest przedstawienie poszczególnych postaci i pojedyncze gagi w późniejszych częściach filmu. Największą porażką w moim mniemaniu jest postać Jokera, przed premierą został on tak bardzo "nahypowany" gdzie w finałowej wersji pojawiał na dość krótką chwilę. Również członkowie zespołu określani mianem złoczyńców i psychopatów takimi nie do końca byli - taką łatkę można za to przyznać osobie która ich zwerbowała, czy raczej zmusiła do współpracy.

Legion Samobójców nie jest złym filmem, jest średni w porównaniu z innymi produkcjami "superbohaterskimi". Padł tylko kolejną ofiarą wygórowanych oczekiwań napędzanych przez oczekujących ich widzów oraz samo studio, gdyby postanowiono nie ujawniać udziału Jokera krótkie wstawki z jego udziałem były by bardzo fajnym smaczkiem, to samo tyczy się Mrocznego Rycerza z Gotham. Tak jak pisałem we wstępie, nie zawiodłem się ponieważ nic sobie po tym filmie nie obiecywałem - obejrzeć można, ale bawić się przy nim to już zależy od gustu widza i poziomu zainteresowania przed premierą.

Stranger Things

Na temat Stranger Things słyszałem wiele pochlebnych opinii, niedawno postanowiłem je zweryfikować. W ośmioodcinkowym  sezonie widzowie trafią do miasteczka Howkings, głównymi bohaterami (lecz nie jedynymi których poczynania są ukazane) jest czwórka dwunastolatków. Akcja rozkręca się gdy jeden z nich znika w tajemniczych okolicznościach a przyjaciele próbują go odnaleźć. W tym samym czasie występują nagłe skoki elektryczności, pojawia się tajemnicza dziewczynka, we wszystko zamieszani się faceci w garniturach a wszystko to w klimatach lat 80 kiedy każdy Amerykanin bardziej niż tajemniczych zdarzeń obawiał się ataku Rosjan. Scenarzystom udało się odtworzyć realia tamtych lat, wystrój wnętrz, muzyka oraz ubrania bohaterów dopełniają całości klimatu który wylewa się z każdego odcinka. Najbardziej trafiły do mnie sesje RPG bohaterów oraz nawiązania do Hobbita, Coś Carpentera czy plakaty ze Szczęk Spilberga.

Widać że w niektórych momentach postanowiono zrezygnować z niektórych wątków dzięki czemu zamknięcie się w ośmiu odcinkach wypadło serialowi na dobre, przedłużanie zakończenia mogło by zepsuć całkowity odbiór serialu. Z informacji które do mnie doszły planowany jest drugi sezon Stranger Things, bardzo bym chciał żeby twórcy odcięli się od pierwotnej historii i stworzyli coś całkowicie nowego - niestety na niekorzyść wychodzą pewne furtki fabularne pozostawione w zakończeniu. Podsumowując, bardzo polecam, każdy odcinek wnosił coś do fabuły, nie było niepotrzebnego przedłużenia a spotkanie innych bohaterów prowadzących swoje odrębne śledztwa świetnie spięło wątki. Na plus wychodzi również wcześniej wspomniany podział na tylko osiem odcinków które można "łyknąć" w kilkuodcinkowych posiedzeniach.

Pogromcy Duchów

Oryginalni Pogromcy Duchów obok Powrotu do przyszłości czy Parku Jurajskiego były filmami które oglądane przeze mnie w latach 90 a wspominane dzisiaj przywołują nutkę nostalgii. Rok temu doczekaliśmy się powrotu dinozaurów, teraz po ekranach kin ponownie straszą duchy. Czy raczej należy powiedzieć że to film straszy, nie same emanacje ektoplazmy. Już sam trailer nowej odsłony łowców zjawisk paranormalnych wywołał niemałe zamieszanie, drużyna złożona całkowicie z pań plus ich męski pomocnik. Nie mam nic do samych płci głównych postaci, lecz pewne zastrzeżenia co do ich przedstawienia. Film jest również pewnego rodzaju restartem, wydarzenia z dwóch starszych odsłon nie miały miejsca. Głównymi bohaterkami są trzy badaczki zjawisk paranormalnych które postanawiają zbadać istotę pojawiania się duchów w mieście. Do ich grupy dołącza była strażniczka metra a zbieraniem informacji o miejscach emanacji zajmuje się przygłupi "recepcjonista". Jako że nikt w duchy nie wierzy, panie nie mogą ostrzec miasta przed katastrofą. Brzmi niezbyt odkrywczo, lecz niestety dalej jest jeszcze gorzej.
Wydaje mi się że film przeszedł przez maszynkę do papieru, widać że niektóre wątki zostały ucięte, inne zostały przyspieszone a cała aura tajemniczości związana z pojawianiem się duchów zostaje wyjaśniona w następnych paru minutach. Tak jak pisałem wcześniej - do płci postaci nic nie mam, lecz część jest typową emanacją sztampowości. Denerwująca, skora do walki o wszystko obwieszona złotem czarnoskóra Patty która znalazła się w drużynie "bo tak", Abby która skora jest do niewybrednych żartów i awanturująca się o jedzenie (tak to ta grubsza), w miarę normalna Erin będąca panią naukowiec która już za dziecka miała kontakt z duchem oraz będąca szalonym wynalazcą Jillian. Zapomniałbym o przygłupkowatym, umięśnionym recepcjoniście Kevinie granym przez Chrisa "Thora" Hemswortha który ma problemy z odebraniem telefonu oraz nie wie że narzędziem pracy lekarza nie jest saksofon. Jedynie ostatnia dwójka postaci które wymieniłem w jakikolwiek sposób mnie rozśmieszyła i zdobyła moją sympatię. Pojawiają się również aktorzy grający w oryginalnych filmach, lecz nie jako tamte postacie co można uznać za bardzo słaby zabieg puszczenia oczka do ludzi które stare filmy pamiętają. Usunięcie starej fabuły przy połączeniu z odniesieniami trochę mnie uwiera, mogli by zdecydować się na jedno rozwiązanie bez próby balansu na granicy. Sztampowa (pocięta) fabuła, typowa charakterystyka postaci oraz wspomniane pozbycie się drużyny Billa Murray'a nie wpływa zbytnio na przyjemny odbiór tego filmu, można czasami się zaśmiać. Ze względu na pewną głupotę scen oraz charaktery postaci jedyne co przyszło mnie oraz moim znajomym na myśl to.. trudno mi to napisać lecz idealnie podsumowuje przemyślenie - Lesbijskie porno bez seksu będące parodią oryginalnych Pogromców. Jeśli ktoś chce się wybrać, nie zabronię, mogę tylko odradzić. Po tych Pogromców Duchów lepiej nie dzwonić.

Warcraft: Początek

Jedynym tytułem z Warcraft w tytule przy którym spędziłem nieco czasu jest jego Świat. Słyszałem kiedyś że przed tym powstały jakieś gry strategiczne i nic poza tym, Warcraft: Początek fabularnie odnosi się do nich, a nie jak niektórzy mylnie łączą film z MMO. Na film poszedłem z ciekawości i pewnego obowiązku gracza.

Po powyższym wstępie można już stwierdzić że jestem laikiem jeśli chodzi o to uniwersum Blizzarda. Początek stara się pogodzić oczekiwania fanów, oraz w przyzwoity sposób wprowadzić nową osobę do tego świata. Film skupia się na walce Ludzi oraz nowo przybyłych do świata Azeroth Orków którzy szukają nowych terenów do zamieszkania - przy okazji zabijając, uprowadzając i korzystając z ludzi jako magicznych baterii. Pewne zamieszanie wprowadza tu ilość głównych postaci których losy obserwujemy, dwójka magów Khadgar i Medivh, ludzki strażnik Lothar, król Llane, półorczyca Garona oraz Ork Durotan. Losy każdej z tych postaci w którymś momencie się przeplatają i wypada to nawet wiarygodnie. Sceny walk wyglądają niesamowicie, a i połączenie wykreowanych komputerowo postaci oraz stworzeń i ludzkich aktorów wypada świetnie - była to jedna z rzeczy których się obawiałem przed premierą. Również grze aktorskiej nie mam nic do zarzucenia, mogę tylko tutaj wtrącić że postacie Medivha i Lothara wyglądały jakby zażyły jakieś używki.. ale żadnych większych wpadek nie dojrzałem. Spodziewałem się przesadzonego patosu, idealizowania honoru po stronie Ludzi, oraz brutalnej siły i nieokrzesania Orków, jednak po obu stronach można doświadczyć śmiesznych wstawek czy zawiązywania przyjaźni.

 Ten akapit chciałbym poświęcić na wypisanie paru różnic które mogą razić fanów (według mojego znajomego) i wprowadzić nowych w pewne zakłopotanie. Na początku filmu część Hordy Orków przedostaje się do świata ludzi za pomocą Portalu, w filmie trzeba go za każdym razem aktywować za pomocą energii życiowej gdzie w grach raz otwarty pozostawał taki na stałe. Ork Durotan odgrywał mniejszą rolę w fabule gry a półorczyca Garona która wygląda w filmie jakby jednym z rodziców był człowiek w komputerowym świecie byli oni Draenei (jedną z dawniejszych ras) oraz Ork. Inną rzeczą jest również zmienione zakończenie którego tutaj nie ujawnię. Różnic było więcej lub mniej, można przypuszczać że dokonano ich aby ułatwić widzom zrozumienie lub pominięte wątki wprowadzić w kontynuacji.

Dla kogoś kto poszedł na Warcraft: Początek nie wiedząc lub nie interesując się światem wykreowanym przez Zamieć początek historii może być dość chaotyczny i wprowadzać za dużo postaci które widać że posiadają ze sobą pozaekranowe powiązania i historie. Jednak film sam w sobie jest dobrym kinem fantasy, wygląda dość cukierkowo w niektórych momentach ale po czasie można się przyzwyczaić. Sam z siebie przyznam że oglądało mi się przyjemnie pomimo prób pojęcia fabularnych zawiłości, mogę tylko liczyć na kolejne odsłony w Warcraftowym Uniwersum Kinowym (czy może Blizzardowym?). Polecam.

Dla tych którzy wytrwali, w rozwinięciu zamieszczam kod na Battlechest World of Warcraft który umożliwi wstąpienie do świata Orków, Ludzi i innych kreatur.

Seriale

http://somuchgaems.blogspot.com/2016/05/seriale.html#more
Dla wielu ludzi nadchodzi chyba jeden z najgorszych, najnudniejszych okresów. Chodzi mi mianowicie o przerwy w emisji ulubionych serialów. Większość tych zagranicznych miała lub w bliskiej przyszłości będzie miała finalne odcinki kończące sezon. W rozwinięciu wpisu chciałbym podzielić się opiniami i być może zachęcić do tych seriali które oglądałem. 

X-Men: Apokalipsa

Nigdy nie przepadałem zbytnio za mutantami od Marvela, za dzieciaka oglądałem kilka kreskówek, następnie filmy które przemilczę, po nich nastąpił jakościowy przełom w postaci Pierwszej klasy oraz Przyszłości która nadejdzie. Na Apokalipsę nie czekałem, uniknąłem jakoś trailerów a wszelkie informacje z planu oraz data premiery zostały przykryte przez wszechobecny hype na Wojnę Bohaterów.

Akcja nowej części o ludziach z niezwykłymi zdolnościami rozgrywa się dziesięć lat po wydarzeniach z Przyszłości która nadejdzie. Kwestia mutantów została ujawniona a Magneto został ogłoszony terrorystą. Ludzie egzystują obok tych innych, publicznie okazują zrozumienie pod którym jednak kryje się strach. Tutaj oazą spokoju okazuje się szkoła Charlesa Xavier'a dla tych utalentowanych młodszych. Wszystko to zostaje zaburzone przez zbudzenie Apokalipsa - przypuszczalnie pierwszego mutanta i jego chęć odnowienia świata na swój pokręcony sposób.
 Tak z krótkich słowach można dość bezspojlerowo streścić fabułę nowych X-Men'ów.

To co dla mnie zdobyło uznanie z tego tytułu to polski wątek granego przez Michaela Fassbendera Magneto. Trzeba przyznać że pomimo pewnych aspektów twórcom udało się odtworzyć realia tamtego czasu oraz miejsca. Kolejną rzeczą jest ponowne pojawienie się Quicksilvera, który ponownie skrada show. Ciekawie moim zdaniem wyszło również wprowadzenie postaci Kurta (Nightcrawler'a), Scotta (Cyklopsa) oraz Jean których można od teraz nazwać kompanią reprezentacyjną organizacji Profesora X. Wspominając rudowłosą, nie mam nic do Sophie Turner i jej gry aktorskiej jednak nie pasował mi jej wygląd (a najbardziej kolor włosów który szczerze wyglądał jak wypłowiała farba niż naturalny rudy), po prostu zbytnio odstawała mi od reszty która odzwierciedlała komiksowe pierwowzory. Również sam Apokalips ze wszystkimi swoimi mocami oraz zbroją wyglądał dość.. mizernie, spodziewałem się tytana a dostałem staruszka w pokaźnym pancerzu. Klasę jak zwykle trzymali wymieniony wcześniej Fassbender oraz McAvoy jako Xavier.

Wiem że mogę zabrzmieć jakbym był chory, jednak X-Men'i podobali mi się bardziej niż napompowana reklamowo Wojna Bohaterów. To w Apokalipsie toczyła się prawdziwa wojna, i wyglądała jak jedna, a nie sprawia wrażenie kłótni niesamowitych pajaców w kombinezonach. Być może związane jest to również z dużym podobieństwem do kreskówki X-Men: Ewolucja która jako jedyna jakkolwiek bardziej zainteresowała mnie światem mutantów. Jeśli posiadacie wolną chwilę i kilka drobniaków w kieszeni, polecam przejść się do kina, naprawdę warto. Szczególnie gdy ktoś zawiódł się minimalizmem starć w nowym Kapitanie Ameryce.

Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów

http://somuchgaems.blogspot.com/2016/05/kapitan-ameryka-wojna-bohaterow.html#more
W końcu do kin trafił jeden z najbardziej oczekiwanych tytułów tego roku, konkurent Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości. Nadszedł czas aby wybrać stronę. Ale czy opłaca się wybierać jakąkolwiek?

Zacznijmy jednak od tytułu, komiksowe "Civil War" zawierało więcej postaci niż jej kinowy odpowiednik. W przypadku filmu można raczej mówić o starciu lub walce bohaterów. Występuje tutaj większość postaci ukazanych zbiorczo w obu Avangers oraz solowych filmach jak Ant-Man. Oprócz tego, wprowadzeni zostali tacy herosi jak Spider-Man czy Czarna Pantera a zabrakło Thora czy Hulka. Jeśli chodzi o powód wielkiej bitki, to spojlerem dla tych którzy oglądali trailery nie będzie że wszystko spowodowane zostało po części nieudaną akcją starcia z jednym "złym" (który wraz ze swoimi wojskami przypominał mi jakiegoś antagonistę z Call of Duty), a która wraz w połączeniu z tym co stało się w obu Avegersach zaowocowała ustawą która miała regulować akcje tych którzy chcą tylko dobrze dla świata. Jak wiemy z plakatów jedni się z nią zgadzali, drudzy przeciwnie i tak oto doszło do starcia.

Nie mogę powiedzieć że takie motywacje bohaterów, połączone z pewną intrygą i braterską miłością Kapitana Ameryki do Buck'iego aka Zimowego Żołnierza mogą zaintrygować. Tym co jednak ciekawie zostało ukazane to relacje postaci jak w przypadku trio Steve Rogerss (Kapitan) - Sam Wilson (Falcon) - Bucky Barnes (Zimowy Żołnierz) czy Wanda Maximof (Scarlet Witch) - Vision. Dokładnie widać kto z kim się lubi, a kto wyłącznie współpracuje lub walczy bo tak według niego trzeba. Kolejną rzeczą którą oceniam na plus jest włączenie Pajęczaka oraz Króla Wakandy w filmowe uniwersum. Peter Parker został wciągnięty ze względu na braki kadrowe - moment jego rekrutacji jest jednym z bardziej humorystycznych - i nie został nadmiernie w to starcie wciągnięty. Czym innym jest Czarna Pantera który ma swoje prywatne motywacje które finalnie nie przysłoniły mu oglądu na całą sytuację.

Ostatecznym powodem dla którego Wojna Bohaterów nie jest kolejną, wielkoekranową przesadną nawalanką z efektami specjalnymi jest odpowiednie wyważenie. Jedynie wprowadzenie oraz końcówka wydały mi się przesadnie przedłużone, a tak sceny starć czy bardziej napakowanych akcją momentów przerywane są spokojniejszymi kadrami oraz wstawkami humorystycznymi, na których zapotrzebowanie odpowiadają Ant-Man, Spider-Man oraz Hawkeye i Falcon. To właśnie te sceny mogły(by) uratować starcie Mrocznego Rycerza z Człowiekiem ze Stali.

Marvel nauczył się tworzyć dobre filmy, tego nie można zaprzeczyć. Jednak jeśli ktoś poszukuje tutaj czegoś wybitnego lub wykwintnego to go tu nie znajdzie. Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów jest filmem pełnym momentów napakowanych przednią akcją która nadaje się do rozerwania po całym dniu pracy lub zajęć lecz który nie zapadnie w pamięć na dłuższy czas.

A po której stronie ja się opowiadam? #team_śmieszki_ludzie_owady

Zwierzogród

Dziwnym zrządzeniem losu zamiast na bójce Batmana z Supermanem wylądowałem na filmie animowanym Zwierzogród. Czy żałowałem? Niezbyt. 

Trochę długo mi to zajęło lecz w końcu dostałem się na przygody uczłowieczonych zwierząt. Jeśli ktoś jeszcze nie wie (bo jak ja przegapił główną premierę) to bohaterką jest Judy Hopps, królik(czka?) której marzeniem było zostać policjantką. Rodzice jej tego nie ułatwiali i starali się zatrzymać ją, wraz z 270 członkami jej rodzeństwa na farmie marchewek. Jednak jeśli o czymś się marzy i dąży do tego, może się to spełnić. Judy w końcu zostaje policjantką w Zwierzogrodzie - ogromnym mieście gdzie żyją ze sobą różne gatunki zwierząt, mięsożerne i te posiadające mniej niebezpieczne zęby. Niestety, zamiast zajmować się "prawdziwymi" policyjnymi sprawami została oddelegowana do sprawdzania parkometrów. Niedługo później jednak dostaje swoją szansę, i wraz z lisim szulerem Nickiem Bajerem dąży do odkrycia tego dlaczego zwierzęta wracają do swoich prymitywnych instynktów.

Mimo że jest to ogólnie pojęty film dla dzieci wydawało mi się że młodsza widownia niezbyt rozumiała to co działo się na ekranie. Odniesienia do naszego - człowieczego świata oraz "polityka" i knowania są dość trudnym tematem, to co mi się podobało to para Judy i Nicka. W odbiorze pomagał (moim zadaniem) świetnie dobrany polski dubbing - nie tylko głównych postaci ale i tych poślednich.

Serdecznie polecam zapoznać się z tym filmem jeśli szuka się czegoś do odprężania lub rozrywki. A leniwce wcale nie są takie wolne jak się myśli.

Deadpool

Postać Deadpool'a w komiksowym uniwersum Marvel'a może być uważana za czarną owcę pośród innych, niezwykłych postaci. Niezrównoważony psychicznie, nieśmiertelny najemnik wywołuje wiele kontrowersji. Jego niewybredne żarty i brak wyrzutów sumienia co do sianego zamętu przysporzyły mu jednak masę fanów, dzięki czemu doczekał się w końcu swojej filmowej adaptacji. Swojej twarzy i ruchów ponownie udzielił mu Ryan Reynolds, który wcielał się w niego przy okazji (średniego)  X-Men Geneza: Wolverine. Czy samodzielny film wyszedł Deadpool'owi na dobre i przy okazji zachował jego niezrównoważony humor?
Zacznijmy od wyliczenia. Krew i przemoc? Są. Żarty których nie powstydziłby się typowy gimnazjalista? Też. Przebijanie czwartej ściany? Oczywiście że tak! Porywająca fabuła? Niezbyt. Wade Wilson, człowiek który za parę drobniaków skopie tyłek twojemu szkolnemu prześladowcy poznaje tak samo szurniętą kobietę, zakochują się, on dostaje raka (to pewnie przez rolę Zielonej Latarni) i nie chce zawracać ukochanej głowy, przy okazji decydując się na zabieg który zmienia jego twarz i resztę ciała w nieusmażony (i nieśmiertelny) kotlet mielony po czym żądza zemsty pcha go aby odnaleźć tego co mu to zrobił. Uff.. To chyba wszystko, chyba nie zaspojlerowałem zbyt wiele? Jednak to nie fabuła jest esencją tego filmu. Są nią widowiskowe walki, wyzwiska przy których więdną uszy piewcom moralności oraz masa nawiązań do popkultury, nie tylko tej związanej z Marvel'em. Widać że twórcom i aktorom podobała się praca na planie, dzięki czemu uzyskaliśmy niezwykłe dzieło które doczeka się swojej kolejnej części. Lecz zapewniam, "zwariowane" akcje są przedzielane retrospekcjami które spowalniają trochę tępo i dają wytchnienie, dzięki czemu kolejne żarty śmieszą tak samo jak wcześniejsze.

Deadpool nie jest filmem o superbohaterze z którego dzieci powinny brać przykład, nie jest też dla ludzi których razi sprośny i czarny humor, pozostałe osoby będą mogły się przy nim świetnie bawić zapominając o normalnym, nudnawym świecie. Więc na co czekacie? Śmigać do kina! Chimichangas! 




RWBY

Jakiś czas temu natrafiłem w odmętach internetu na animację tworzoną przez kanał RoosterTeeth zajmujący się szeroko pojętą rozrywką w internecie. Być może komuś mówi coś machinima tworzona w grze HALO - Red vs. Blue. Dzisiaj chciałbym zająć się serią RWBY która dorobiła się już trzech sezonów.

Animacja opowiada o przygodach czterech dziewczyn - Ruby, Weiss, Blake oraz Yang (nazwa odpowiada inicjałom ich imion) uczących się w fachu Łowczyń, fachu na tyle ważnego gdyż od niego zależy bezpieczeństwo zwykłych ludzi którym zagrażają bestie zwane Grimm. Świat w którym żyją pozwala na użytkowanie niezwykłych zdolności, walkę niesamowitymi broniami - wszystko oczywiście wykorzystywane jest przeciwko złu. Niebezpieczne są nie tylko bestie ale również ludzie którzy chcą rozpętać chaos dla własnych korzyści. Świat przedstawiony posiada własną mitologię która jednak nawiązuje w pewnym stopniu do znanych nam opowieści i legend. Główne bohaterki odpowiadają postaciom z baśni takich jak Czerwony Kapturek czy Królewna Śnieżka będąc nie tylko ciekawostką z procesu tworzenia ale ma swoje odzwierciedlenie w ich charakterach.

RWBY będące darmową internetową animacją można bezproblemowo porównać do "zwykłych" anime. Fabuła nie powala jakąkolwiek zawiłością a animacje czasami są drętwe (szczególnie w pierwszych odcinkach) to jednak polecam tą serię ze względu na dynamiczne walki oraz wspaniałą ścieżkę dźwiękową, szczególnie dwie pierwsze "wejściówki". Sam podczas przerwy świątecznej wciągnąłem dwa sezony a teraz z niecierpliwością wyczekuję na kolejne odcinki. 
 Marvel zaczyna wyrabiać się z produkcjami filmowymi na podstawie komiksów, trzeci Iron Man oraz drugi Thor to udowodnili. Teraz przyszedł czas na drugą część największego bohatera hAmeryki. Gdy pierwszy film opowiadał o otwartym konflikcie między Aliantami a Nazistami (dokładniej też HYDRĄ), tym razem wojna jest trochę bardziej ukryta - nie można ufać nikomu.
To co można powiedzieć o nowym dyskobolu, to nie brak w nim akcji - ciągle coś wybucha, ktoś obija komuś facjatę a zapas amunicji starczył by na pięć wojen. W porównaniu z pierwszą częścią jest o niebo lepiej, oczywiście pewne zagrania można przewidzieć oraz Scarlett wyglądała lepiej w kręconych włosach. Tym co najlepsze jest chyba końcowa scena która zapowiada co może zdarzyć się w kolejnych filmach. Jedynym mankamentem jest mała ilość humoru. Rozumiem patos, Ameryka, zbawcy świata - ale nawet w drugim, mroczniejszym Thorze udało się zawrzeć trochę humoru. Warto? Fanów nie muszę chyba przekonywać, dla innych będzie to fajny (wysoki lecz nie wybitny) film akcji. Czekam na nowych Avengersów lub Iron Man'a 4 (w przypadku którego wydaje mi się że twórcy puścili oczko do uważnych widzów).        
 Pierwszy film opowiadający o bogu burzy i piorunów niezbyt przypadł mi do gustu i razem z Kapitanem Ameryką znaleźli się na dole listy moich ulubionych filmów ze świata Marvela. Czy tym razem jest tak samo? O dziwo nie, oczekiwałem dobrego lecz nie niezwykłego filmu - na pewno nie przebijającego Avengers'ów czy Iron Man'a 3 ale znacznie lepszej przygody od pierwszej Amerykańskiego Dyskobola.
  Obsada od pierwszej produkcji o Thorze niezbyt się zmieniła, bohaterowie co byli nadal są, lecz zmieniło się zagrożenie - Mroczne Elfy chcące zniszczyć wszechświat przy pomocy artefaktu znanego jako Ether (dobrze że nie etanol). Niestety jak to zwykle bywa wszystko dzieje się przez kobietę a ktoś musi nas w końcu uratować.. Pomimo tytułu film nie jest wcale taki mroczny a nawet bardziej zabawny od poprzedniego, twórcy postanowili bardziej wyeksponować Lokiego który zdobył sobie uznanie widzów po Avengers. Czy warto się wybrać? Jak najbardziej, osobiście dobrze się bawiłem, mam nadzieję że nowy Kapitan Ameryka pójdzie jego śladem i z niecierpliwością czekam na kolejną opowieść o Mścicielach.

P.S. Dla chętnych. Film posiada dwie sceny dodatkowe, jedna po głównych "animowanych" credit'sach, oraz drugą po tych nudniejszych.
   

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, głównie to przez wakacyjne lenistwo ale wkład w to również miały gry. Jednak nie o nich dzisiaj mowa, odwiedziłem kino a filmem na który padł mój wybór było Elizjum tak szeroko reklamowane w telewizji. Wydarzenia ukazane w filmie przedstawiają historię granego przez Matta Damona, Maxa który jakoś próbuje odciąć się od kryminalnej przeszłości pracując w fabryce robotów. Przez pewien wypadek grozi mu śmierć a jedyną rzeczą którą może go ocalić jest Elizjum - orbitująca nad ziemią stacja kosmiczna na której mieszkają najbogatsi ( przypomina nieco pierścień Halo z gry o tym samym tytule.. ) - na którym znajdują się stacje leczące wszystko, od trądziku po raka. Tym co nie podobało mi się jest sama postać Maxa, swój wkład w to miał również Damon który nijak nie pasował mi na kryminalistę - z początku gotów zrobić wszystko żeby się wyleczyć, samolubny i ignorancki aż do czasu gdy to jak zwykle w filmach spotyka kobietę i wszystko zaczyna się walić.


 Jednak nie cały film jest taki zły, ignorując fabułę i grę aktorską można dostrzec ciekawy świat zdominowany przez technologię, roboty pełniące rolę strażników ( głosem przypominali mi nieco tych z City 17 ), statki powietrzne oraz niezwykłe bronie i egzoszkielety. Do tego przepełnione i zdemolowane miasta a nad nimi górujące niemal boskie Elizjum do którego dostanie się graniczy z cudem. Kolejną rzeczą która przypadła mi do gustu jest elektroniczna muzyka która czasami wchodzi na pierwszy plan a przez większość czasu pogrywa gdzieś tam w tle. Podsumowując - nie jest to film zły, ale też wybitny też niezbyt. Można go obejrzeć dla wybuchów i akcji, a przy okazji zwrócić uwagę na świat w nim wykreowany. Jak dla mnie - zmarnowany potencjał i słaba gra aktorska.

World War Z


 Przyznam się bez bicia, nie przeczytałem World War Z autorstwa Max'a Brook'a, jednak gdy zobaczyłem pierwszy trailer jego filmowej adaptacji - dość przypadkowo - pomyślałem że warto było by się przejść. Wiem że istnieje już przesyt żywymi trupami w grach i filmach, ale ja chętnie zapoznaję się z coraz to nowszymi pomysłami wykorzystującymi tą tematykę. 


 Film opowiada o ex-wojskowym od zadań specjalnych, Gerry'm Lane ( Pitt ) który prowadzi zwykłe życie wraz z żoną i dwójką córek. Jednak jak to zwykle bywa w takich filmach zmuszony jest chronić to co dla niego najbliższe i dlatego zgadza się odszukać szczepionkę na nieumarłą zarazę. Jednak tym co przyćmiewa fabułę są setki ( ! ) zarażonych na ekranie - widać w niektórych sytuacjach sztuczność poruszania się, jednak animatorom należą się brawa za taką kompozycję krajobrazu z animacjami. Co do zombiaków, są one tą wersją która przewija się przez 28 Dni później, agresywne, szybkie i przenoszące zarazę przez ugryzienie. Na początku czuć nawet klimat zagrożenia jednak szybko się ulatnia, są również momenty komiczne oraz idiotyczne - nie dawajcie swoim ukochanym telefonów/krótkofalówek gdy macie zamiar użerać się z nieumarłymi. Film nie jest wybitny, posiada swoje gorsze i lepsze strony, ale to nie dla nich i nie dla fabuły należy go oglądać - tutaj liczy się akcja, i to ona gra tutaj główne skrzypce.
Chyba każdy w dzieciństwie przynajmniej słyszał o baśniach braci Grimm, ale czy ktoś wiedział że oprócz tego zajmowali się czymś innym? Głównym bohaterem serialu jest Nick Burkhardt, Detektyw Policyjny w Portland oraz daleki potomek Baśniopisarzy i tytułowy Grimm - łowca istot znanych jako Vesseni. Istoty te wyglądają jak ludzie, jednak posiadają drugą naturę która również odpowiada ich charakterom, gdy będzie w szczególnym stanie emocjonalnym jak złość czy strach - twarz oraz części ciała zmieniaj się wtedy w odpowiadające mu zwierzę czy mitologiczny odpowiednik - Nick jako Grimm jest zdolny ją dostrzec bez problemu, zwykli ludzie tego nie dostrzegają do czasu gdy Vessen nie chce się ujawnić. Istnieją Wilki, Lisy, Bobry nawet Smoki, "kałamarnicopodobni" którzy kojarzeni są z Kosmitami oraz masa innych ( wszyscy noszą niemieckie nazwy ). Może jest to trochę zawiłe, ale wystarczy jeden odcinek aby zrozumieć o co chodzi.


 Każdy z odcinków bazuje na jakiejś baśni czy opowieści, jednak serial nie ogranicza się do znanych z nich motywów i wymyśla własne. Z początku wszystko sprowadza się do przestępstw w które zamieszani są Vesenni, jednak gdzieś tam w tle zaczyna się większa historia która z odcinku na odcinek narasta. Na razie zakończył się drugi sezon i muszę przyznać że gdy na początku trochę sceptycznie do niego podchodziłem, to teraz nie mogę doczekać się co będzie dalej. Nie jest może tak przepakowany akcją jak Supernatural, ale i tak to kawałek dobrego serialu traktującego o fantastyce. Od siebie - polecam.

Wczorajszego wieczoru wraz ze znajomym postanowiliśmy się wybrać do miejscowego IMAXa, wiedzeni pozytywną reakcją na nowego Iron Men'a wybór padł właśnie na ten film. Szczerze mówiąc spodziewałem się że scenarzyści wypalili się przy poprzedniej części (tak, Iron Man 2 mi się nie podobał) jednak pomimo tego że fabuła była banalna i zawierała proste zwroty akcji to i tak nie raziła jakąś nielogicznością. Przecież film miał głównie skupiać się na facecie który lata w zbroi i ratuje świat, prawda?


 Główną osią napędową miała być akcja, humor i efekty specjalne - wszystko to w filmie jest, jedynie czasami widać było kiczowatość animowanej zbroi ale przy reszcie filmu można to puścić w niepamięć. Ścieżka dźwiękowa również zasługuje na pochwałę, Brian Tyler trzymał się pewnych tonów które słychać w prawie każdym utworze, szczególne moje uznanie otrzymał utwór You Can Dig It obecny w końcowych napisach. Utwory innych artystów obecnych w filmie również zostały moim zdaniem dobrze dobrane, spodobał mi się 3OH!3 i ich Bad Guy. Tak więc film polecam dla tych którzy lubią dobrą akcję i humor, można ponarzekać na niektóre "głupie" sytuacje jednak nie psują one całości filmu, ja bawiłem się znakomicie. Teraz tylko czekać na powrót Avengers'ów...